Jeszcze kilkanaście lat temu rozwody zdarzały się stosunkowo rzadko, a każdy owiany był atmosferą sensacji. Za czasów naszych rodziców i dziadków ludzie pobierali się na dobre i na złe, na całe życie. Teraz jednak rozwód powoli staje się czymś wręcz codziennym…

Uznajemy za normalne, że związek powinien być romantyczny i namiętny, a jeśli z czasem partnerzy stopniowo przyzwyczajają się do siebie i nudzą, to uważamy to za wystarczający powód do rozwodu. Życie tej pary w ich wyobrażeniach też miało być usłane różami, ale stało się inaczej… Zakończenie jednak bardzo wzrusza.

Tego dnia, gdy przyszedłem do domu, a żona przyniosła mi obiad do stołu, powiedziałem od razu, że chcę rozwodu. Wydawała się bardziej zaskoczona niż zła, zapytała tylko „Dlaczego?”. Nie chciałem odpowiadać, więc nie powiedziałem nic. Teraz naprawdę się zdenerwowała. Rzuciła sztućcami i powiedziała, że jestem tchórzem. Tego dnia więcej nie rozmawialiśmy. Słyszałem w nocy jak płacze. Pewnie cały czas szukała przyczyny, a ja nie potrafiłem jej pomóc. Nie chciałem jej mówić, że zakochałem się w innej.

Oczywiście, chciałem zadbać o jej byt w przyszłości. Planowałem, że oddam jej samochód, dom i 30% udziałów w firmie. Ona jednak wcale nie była tym zainteresowana. Była zbyt wściekła, by mnie wysłuchać. To mnie upewniło, że nie chcę ciągnąć dalej tego związku. Czułem, że tracę przy niej tylko energię i po 10 latach powinien wprowadzić w moim życiu jakieś zmiany. Ona chyba to poczuła, bo od następnego dnia przestała walczyć, wyglądała na zrezygnowaną. Kolejnego dnia, gdy wróciłem do domu, zastałem ją piszącą coś przy stole. Nie zatrzymując się, poszedłem prosto do swojej tymczasowej sypialni.

Rano przeczytałem to, co moja żona pisała poprzedniego dnia. To były jej warunki rozwodu. Poprosiła, żebyśmy przez najbliższy miesiąc nie robili niczego, co mogłoby wpłynąć na naszego syna. Za miesiąc miał zdawać bardzo ważny egzamin, więc nie chciała go obciążać naszymi problemami. Miała też jeszcze jedną, dość dziwną prośbę. Ponieważ jednak chciałem przejść przez to jak najszybciej, zgodziłem się. Chciała, żebym przez 30 dni codziennie przenosił ją na rękach z sypialni do drzwi wejściowych.

Uznałem, że może to jakaś oznaka załamania nerwowego, ale przystałem na wszystko. Pierwszego dnia było to dla mnie bardzo niezręczne, chociaż nasz syn był bardzo rozbawiony. Szedł za nami przez całą drogę aż do drzwi. Żona szepnęła do mnie, żebym o niczym mu nie wspominał, więc oczywiście przytaknąłem.

Drugiego dnia, było już nieco łatwiej. Moja żona przytuliła się do mnie, by nie stracić równowagi, a ja poczułem zapach jej perfum. Uświadomiłem sobie wtedy, że od dawna nie traktowałem jej jak kobiety. Na jej twarzy widać było oznaki starzenia, jej włosy zaczęły lekko siwieć, miała dość zmęczony wyraz twarzy. Dawno tak na nią nie patrzyłem.

Czwartego dnia poczułem coś nowego. To była ekscytacja, jaką pamiętałem z naszych wczesnych lat, a którą teraz odczuwałem spotykając się z Jane. Zdecydowałem się jednak nie zwierzać się z tego zonie. Każdego dnia noszenie żony na rękach szło coraz łatwiej.

Któregoś poranka nagle uświadomiłem sobie, jak wiele cierpienia musiała przejść moja żona, nie tylko od czasu decyzji o rozwodzie, ale i wcześniej. Spała jeszcze, więc pogłaskałem ją po policzku. W tym momencie do sypialni wszedł nasz syn oznajmiając, że przyszedł czas na zaniesienie mamy do drzwi. Uwielbiał ten rytuał i zawsze o nim pamiętał. Moja żona obudziła się i mocno go przytuliła, a ja objąłem ich dwoje. Czułem się znowu jak wiele lat temu. Ostatniego, trzydziestego dnia dokonałem silnego postanowienia. Spotkałem się z Jane i powiedziałem, że chcę się z nią rozstać i zostać z żoną. Wszystko stało się dla mnie zupełnie jasne, wiedziałem, że podejmuję słuszną decyzję.Poczułem, że chcę codziennie przez resztę życia nosić żonę na rękach, chcę być z nią do końca życia. Napisałem to w krótkim liściku, który włożyłem do bukietu róż i poszedłem do domu.

Gdy stanąłem w progu domu, poczułem, że coś jest inaczej. Nie widziałem nigdzie mojej żony, a zamiast niej wyszedł do mnie lekarz. Powiedział coś, co zupełnie nie mieściło mi się w głowie. Moja żona tego dnia umarła. Chorowała od kilku miesięcy, a ja o niczym nie wiedziałem. Byłem zbyt zaabsorbowany Jane, by zauważyć jej cierpienie. Ona jednak dobrze zdawała sobie sprawę z tego, że nie zostało jej wiele czasu. Nie chciała jednak martwić naszego syna. Chciała też, by syn myślał, że nasze małżeństwo było bardzo udane. Zawsze będę miał do siebie żal o to, że nie zdążyłem powiedzieć żonie, jak bardzo ją kochałem. Zdałem sobie z tego sprawę zdecydowanie za późno…

Pamiętajmy, by doceniać naszych bliskich. Przypomnijmy sobie, jak wyglądał początek naszego związku i jakie emocje nam wtedy towarzyszyły. Dbajmy o to, by uczucie nie umarło…

Źródło: youtube.com, imgur.com

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nasz fanpage na Facebooku!

Zostaw swój komentarz