W rosyjskim mieście Yaroslavl, przechodzący obok pewnego domu ludzie usłyszeli płacz dziecka. Początkowo nikt się tym specjalnie nie przejmował, bo przecież było to całkiem normalne zjawisko. Jednak słysząc płacz kilka dni z rzędu, sąsiedzi zaniepokoili się.

Ponieważ zauważyli, że od dłuższego czasu w mieszkaniu nie były włączane światła, a płacz nie ustawał, postanowili zadzwonić po policję. Funkcjonariusze po wejściu zastali coś wstrząsającego: w ciemnym salonie, na brudnej podłodze leżała 12-miesięczna zapłakana dziewczynka.

Dom był całkowicie pusty. Nie było w nim żywej duszy. Całość wyglądała jakby ktoś się stąd wyprowadził, zostawiając… dziewczynkę.

Dziecko od razu trafiło do szpitala, gdzie lekarze stwierdzili, że ma złamane biodro. Była odwodniona, wyczerpana i głodna. Okazało się, że biedne dziecko było samo w domu przez prawie tydzień. Szybko udało się ustalić tożsamość dziewczynki.

Rodzice małej Lizy Verbitskaya zniknęli bez śladu i nie można było ustalić miejsca ich pobytu. Dlatego dziecko miało trafić do domu dziecka i czekać na nową rodzinę, która ją pokocha.

W tym samym szpitalu przebywał chory chłopczyk, do którego codziennie przychodziła mama. Pewnego razu z sąsiedniej sali usłyszała płacz dziecka i postanowiła tam zajrzeć.

Inna Nika nie mogła patrzeć na płacz małego Aniołka. Gdy poznała jej historię, nie mogła uwierzyć, że mogło się zdarzyć we współczesnym świecie coś takiego. Zaczęła regularnie odwiedzać małą Lizę. Dbała o nią tak samo jak o swojego synka, przynosiła pieluchy, smakołyki, zabawki.

Kobieta miała już dwóch synów i nie planowała nigdy, aby mieć więcej dzieci. Wszystko zmieniło się w tym szpitalu, kiedy weszła do sali Lizy, w której nie było już dziewczynki. Wówczas zdała sobie sprawę, że nie potrafi już bez niej żyć.

„Poprosiłam personel o adres domu dziecka, do którego trafiła Liza. Pobiegłam tam tak szybko, jak tylko mogłam.”

Kilka miesięcy później, po załatwieniu wszystkich formalności adopcyjnych, dziewczynka trafiła do jej domu.

Miała ponad dwa latka, ale zachowywała się jak mniejsze dziecko. Bała się głośnych dźwięków, miała problemy z poruszaniem się i jedzeniem. Rok później Inna zapisała dziewczynkę do szkoły tańca, mając nadzieję, że pomoże to dziecku w rozwoju ruchowym.

Mijały lata, a Liza pokochała taniec, który stał się jej pasją. Dzięki miłości nowej mamy, dziewczynka rozkwitała z dnia na dzień. Gdy poszła do szkoły, nikt nawet nie podejrzewał, że  7-latka doświadczyła w swoim życiu tyle cierpienia.

Ze względu na swoją egzotyczną urodę, dziewczynka przyciągała wzrok ludzi. Inne dzieci były jednak dla niej okrutne, nazywając ją „cyganichą i brudaską”. Dziewczyna starała się tym nie przejmować, pamiętając co powiedziała jej przybrana matka.

„Powiedziałam Lizie, żeby nigdy nie wstydziła się swojego wyglądu. Ludzie zawsze oceniają powierzchownie, dlatego będą się na nią gapić. Chciałam ją na to przygotować najlepiej, jak umiałam.”

Liza zaczęła dorastać i realizować swoje marzenia. Brała udział w konkursach piękności i programach telewizyjnych. Dostała nawet pracę jako nastoletnia modelka. Jej życie nabrało kolorów. Wówczas jak spod ziemi wyłoniła się jej biologiczna matka.

Ponieważ dziewczynka stawała się sławna, biologiczna matka zaczęła nalegać na kontakt. Liczyła na to, że wszystko się ułoży gdy spotka się z dzieckiem, które zostawiła 11 lat temu w pustym domu. Jednak Liza nie chce jej znać, gdyż uważa, że dopuściła się na niej niewyobrażalnego okrucieństwa.

Dzięki miłości swojej adopcyjnej mamy dziewczynka może się rozwijać i realizować swoje pasje. Nie ten, kto Cię urodził, ale ten kto wychował, jest prawdziwym rodzicem…

Źródło: aif.ru

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nas na Facebooku!