Martyna Wojciechowska udzieliła wywiadu magazynowi „Zwierciadło”, w którym skomentowała najnowsze wydarzenia ze swojego życia. W rozmowie pojawił się m.in. wątek adopcji przez dziennikarkę dziecka z Tanzanii, temat jej związku z Przemkiem Kossakowskim, a także historia początków programu „Kobieta na krańcu świata”. Jak to wszystko się zaczęło?

„Show-biznes to żywioł. Jestem świeżo po kilku historiach, którymi może nadmiernie się nie ekscytuję, ale też nie powiem, że są mi zupełnie obojętne” – powiedziała Martyna Wojciechowska w wywiadzie z Zofią Fabjanowską-Micyk, nawiązując do publikacji prasowych dotyczących jej życia prywatnego. W rozmowie postanowiła sprostować wszelkie plotki, które pojawiły się na jej temat.

W ostatnich miesiącach Martyna Wojciechowska nie znika z pierwszych stron gazet. Media piszą nie tylko o nowym sezonie jej programu „Kobieta na krańcu świata”, ale – przede wszystkim – o związku z prezenterem Przemkiem Kossakowskim. Para początkowo nie chciała mówić o swojej relacji, z czasem ujawniała coraz więcej szczegółów. Tylko nam podróżniczka ujawniła np., że zamieszkała z ukochanym.

Teraz w wywiadzie dla „Zwierciadła” wspomniała swój debiut na ściance z ukochanym. Para pojawiła się razem na Balu Fundacji TVN „Nie jesteś sam”. Na ściance nie szczędziła sobie czułości przed fotoreporterami. Martyna Wojciechowska opowiedziała o radzeniu sobie z wielkim zainteresowaniem mediów jej życiem prywatnym.

„Jestem świeżo po kilku historiach, którymi może nadmiernie się nie ekscytuję, ale też nie powiem, że są mi zupełnie obojętne. Media ostatnio bardzo zaczęły się interesować moim życiem, a dotąd udawało mi się rozgraniczać sferę prywatną i zawodową. Po raz pierwszy poszłam na przyjęcie z moim partnerem. (…) Stanęliśmy na tzw. ściance, próbowałam wcześniej tłumaczyć, że będzie dużo fleszy, dziennikarzy, zamieszania i tak też się stało. Ale Przemek, jednak zaskoczony tym tłumem naprzeciwko nas, powiedział (…) coś w stylu: »Skąd tu tyle fotoreporterów?« (śmiech) Nachyliłam się do niego i powiedziałam na ucho: »Słuchaj, ludzie potrafią czytać z ruchu warg«, i zaczęłam się śmiać. To był ułamek sekundy. Następnego dnia przeczytałam, że zamiast stanąć jak człowiek, to wieszałam się na nim »rozpalona do czerwoności«. Że Martyna Wojciechowska sprzeniewierzyła się wszystkim wyznawanym do tej pory wartościom” – powiedziała dziennikarka w „Zwierciadle”.

W dalszej części wywiadu odniosła się do artykułów mówiących, że adoptowała Kabulę, 19-letnią albinoskę z Tanzanii. Swego czasu w mediach pojawiło się wiele publikacji na temat nastolatki, a niektórzy oczerniali dziennikarkę pisząc, że uratowała dziewczynę z dramatycznej sytuacji w kraju tylko „dla lansu”.

[Jak czytam coś takiego, to] w jakimś sensie, przewrotnie, wzbudza mój podziw to, że dziennikarze ze sfery internetowej potrafią wyczarować takie historie. Jestem w stanie też przyjąć na klatę komentarze, że dla lansu adoptowałam chorą na albinizm dziewczynkę z Tanzanii. Uważam je za krzywdzące, ale tłumaczę sobie, że świadczą one o tych, którzy je piszą. Mnie coś takiego w ogóle by nie przyszło do głowy – z góry zakładam, że ludzie mają dobre intencje. (…) Dziś jako moja adoptowana córka jest bezpieczna i uczy się w prywatnej szkole, żeby zostać prawnizcką i pomagać innym pokrzywdzonym ludziom. Do tego potrzeba zaangażowania wielu osób dobrej woli, Stowarzyszenia Misji Afrykańskich i Fundacji »Między Niebem a Ziemią«, pieniędzy, czasu. Nie mam siły tłumaczyć, że to wieloletni projekt wymagający ogromnej pracy, więc trudno mówić o »lansie«. Bo wiem, że cokolwiek powiem, to tylko woda na ten młyn. Najlepiej po prostu robić swoje” – powiedziała Martyna Wojciechowska.

W obszernym wywiadzie dziennikarka opowiedziała też m.in. o swojej pasji do jazdy motocyklem oraz początkach programu „Kobieta na krańcu świata”. Jak wyznała, do prowadzenia podróżniczego dokumentu zachęciły ją przykre wydarzenia z przeszłości, w tym tragiczna śmierć przyjaciela, Rafała Łukaszewicza, który zginał podczas rajdu samochodowego. W tym samym wypadku Martyna Wojciechowska złamała kręgosłup.

„Jako dziennikarka jeździłam komentować zawody Formuły 1. (…) Czułam się spełniona, ale zaczęło do mnie docierać, że wszystko, co najciekawsze, dzieje się wokół, a nie na samych zawodach. Po Rajdzie Dakar w 2002 roku, w którym wystartowałam też jako zawodniczka, byłam już pewna, że bardziej fascynujące są kulisy tej morderczej imprezy, walka o przetrwanie (…) niż sama sportowa rywalizacja. I o tym chciałam robić reportaże. Najpierw powstał pomysł na program »Misja Martyna«. A potem dużo się w moim życiu wydarzyło. (…) Przede wszystkim wypadek i śmierć mojego przyjaciela i operatora kamery Rafała. Szukałam sensu w tym, że przeżyłam ten wypadek, że ocalałam. (…) Nie chciałam już robić programów o swoich podróżach, tylko o niezwykłych ludzkich historiach, które zainspirują innych” – wyjaśniła Martyna Wojciechowska.

Podziwiamy wytrwałość dziennikarki oraz jej walkę o lepsze życie dla potrzebujących ludzi. Cieszy nas, że wreszcie otwarcie mówi również o swoim życiu prywatnym, przekazując mediom to, co chce przekazać.

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nas na Facebooku!