Wszystko wyglądało, jak mroczny żart. Kierowcy na szczęście nie zignorowali trumny stojącej na środku ruchliwej drogi pod Lwówkiem Śląskim (woj. dolnośląskie) i zadzwonili na policję. Okazało się, że faktycznie nie był to czarny humor, lecz wpadka pracowników jednej z firm pogrzebowych wiozących zmarłego do Jeleniej Góry. Zgubę zauważyli dopiero u celu podróży.

Dyżurny numeru alarmowego 112 odebrał zgłoszenie w ostatni poniedziałek ok. 17.40. Kierowcy na szczęście uznali, że trumna stojąca na drodze wojewódzkiej 297 to nie makabryczny żart na Prima Aprilis, lecz potencjalne zagrożenie wypadkiem. Szczególnie, że były to godziny szczytu i powrotów z pracy.

Na miejsce natychmiast został wysłany radiowóz. – Policjanci zabezpieczyli trumnę z ciałem. Okazało się, że pracownicy jednej z firm pogrzebowych wieźli zmarłego z prosektorium w Lwówku Śląskim na kremację w Jeleniej Górze – mówi asp. szt. Mateusz Królak z lwóweckiej policji. – Mężczyźni tłumaczyli, że kabina kierowcy jest oddzielona od reszty karawanu, dlatego dopiero na miejscu zorientowali się, że coś zgubili – dodaje w rozmowie z Fakt24.

Prawdopodobnie trumna była źle zabezpieczona, a drzwi pojazdu nie zostały prawidłowo domknięte. Na wzniesieniu tylna klapa otworzyła się, a trumna wyjechała po niej jak po zjeżdżalni. Tylko dzięki temu nie uległa poważnemu uszkodzeniu, a ciało nie wypadło na drogę. Sprawą zajęła się już prokuratura. To ona ustali, czy pracownicy zakładu pogrzebowego odpowiedzą za zbezczeszczenie zwłok.

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nas na Facebooku!