Zastanawialiście się kiedyś, jak wygląda produkcja mięsa do kebaba? Nie ma co się oszukiwać. Raczej nikt się nie spodziewał, że do kebabów trafiają wyselekcjonowane, najlepsze partie mięsa. Jest to szybki uliczny fast food w niskiej cenie, więc nie należy się spodziewać cudów. Jednak można było liczyć na to, że te strzępki mięsa krojone nożem do kebaba pochodzą z jakiejś całości. Niestety tak nie jest.

Poniższy film, który przedstawia proces produkcji mięsa do kebabów został opublikowany na YouTube przez firmę zajmującą się przemysłem mięsnym i spożywczym. Miał być zapewne reklamą skierowaną do lokali gastronomicznych, jednak zaczyna zdobywać popularność i staje się powoli antyreklamą, dlatego szybko może zniknąć z kanału. Film został opublikowany na licencji CC Licencja Creative Commons – uznanie autorstwa (ponowne wykorzystanie dozwolone) więc zrobiliśmy zrzuty ekranu najciekawszych fragmentów filmu, gdyby ten został usunięty.

Proces produkcji troszkę przypomina produkcję parówek. Film pokazuje urywek, w którym tłuste kawałki mięsa są mieszane w jakiejś zalewie, a następnie mielone na jednolitą masę.

Potem układa się to w kształt kebabu, co jakiś czas przekładając kawałkami mięsa. Nie wiadomo, czy ma to uatrakcyjnić wygląd, czy dać nam pewne złudzenie, że kupujemy coś lepszego niż rzeczywiście jest?

Całość nie wygląda jednak zbyt apetycznie. Zapewne są tu przestrzegane wszelkie normy jakości czy produkcji, ale chodzi po prostu o to czym to mięso faktycznie jest.

Jak można przeczytać na portalu abczdrowie.pl, producenci mieszają baraninę i wołowinę z innymi rodzajami mięs tworząc jednolitą masę. Znajdziemy więc tam również polepszacze, utrwalacze i wzmacniacze smaku. Widząc na filmie jak przebiega proces produkcji można się przekonać, że jest to prawdą.

Czy warto zatem sięgnąć po kebaba? Patrząc na to jak jest robiony, raczej nie. Oczywiście nic się nie stanie gdy zjemy kebaba raz na jakiś czas. Jednak włączenie go na stałe do swojej diety na pewno nie będzie dobrym pomysłem.

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nas na Facebooku!