„Broniłam niepełnosprawnego syna, którego policjanci porazili dwa razy paralizatorem w serce. W odpowiedzi jeden z funkcjonariuszy zaczął uderzać moją głową o ścianę, a drugi bił mnie pałką” – tak pani Anna Hallmann opisuje brutalną interwencję policji. Kilka dni temu w tej bulwersującej sprawie zapadł szokujący wyrok.

Jak donosi Fakt, horror rozegrał się w Biskupiej Górce. To jedno z tych miejsc w Gdańsku, które owiane są wyjątkowo złą sławą. Pani Anna Hallmann jest przekonana, że jest to jeden z powodów, dla których została, jak mówi, w tak skandaliczny sposób potraktowana przez dwóch funkcjonariuszy z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku.

„Policja wszystkich mieszkańców Biskupiej Górki uważa za patologię. Są przekonani, że mogą z nami robić co chcą, a i tak nikt nie stanie w naszej obronie” – powiedziała pani Anna rozmowie z Fakt24.pl

Wróćmy jednak do początku sprawy. Brutalna interwencja policji miała miejsce 30 sierpnia 2014 roku. Tego dnia Anna Hallmann i jej synowie własnie jedli w mieszkaniu obiad, gdy nagle zza okna usłyszeli wołanie o pomoc.

„Ktoś krzyczał: „Ratunku! Pomocy! Biją!”. Poderwaliśmy się, żeby zobaczyć co się stało. Okazało się, że policja ściga jakiegoś mężczyznę” – relacjonuje pani Anna.

Dwaj synowie kobiety, wówczas w wieku 16 i 19 lat, wybiegli z mieszkania, żeby zobaczyć co się dzieje. Później wydarzenia potoczyły się błyskawicznie.

„Po chwili zobaczyłam, że starszy syn, który jest niepełnosprawny, wraca do domu, ale osuwa się na ziemię. Wybiegłam po niego. Leżał przed budynkiem. Był półprzytomny” – relacjonuje pani Anna.

Okazało się, że nastolatek został przez policjantów dwukrotnie rażony paralizatorem w okolicy serca. Matce udało się dociągnąć syna na próg klatki. Po chwili – jak relacjonuje kobieta – policjant wpadł w szał.

„Jeden z funkcjonariuszy, w jakimś nieprawdopodobnym szale, dobiegł do mnie i z całej siły zaczął napierać na mnie klatką piersiową (…) Nie wiedziałam co się stało. Pytałam funkcjonariusza, o co chodzi, za co chce bić moje dziecko, ale to wywołało w nim prawdziwą furię. Widząc tę agresję, krzyknęłam do syna, żeby uciekał do domu. Kiedy syn schował się w mieszkaniu, wówczas policjant wepchnął mnie na klatkę schodową i zaczął katować” – mówi z płaczem 42-letnia kobieta.

Wtedy rozegrały się dantejskie sceny. Według Anny Hallmann, agresywny policjant chwycił ją za włosy i zaczął uderzać jej głową o ścianę

„Traciłam i odzyskiwałam przytomność. Później przyszedł drugi funkcjonariusz i zaczął okładać mnie pałką. To, co działo się później, znam tylko z relacji synów i sąsiadów. Podobno policjanci wywlekli mnie nieprzytomną przed budynek i ciągnęli po chodniku, jak przysłowiowy worek kartofli. Wtedy byłam już w pierwszych tygodniach ciąży. Wiem też, że twierdzili, że symuluję i nie chcieli wezwać karetki” – opowiada kobieta. Co najgorsze, kilka dni później poroniła.

Pani Anna została poddana obdukcji, która potwierdza to, co ją spotkało, zaś mieszkańcy sąsiednich budynków nagrali, jak poturbowana leży na ziemi.

Jak się okazało, to nie był jednak koniec koszmaru dla gdańszczanki. Usłyszała zarzut użycia przemocy wobec interweniujących policjantów. Sprawa ciągnęła się w sądzie aż cztery lata i miała charakter niejawny. Kilka dni temu Sąd Okręgowy w Gdańsku w końcu wydał wyrok. Kobieta została uznana za winną, skazana na 6 miesięcy ograniczenia wolności, 20 godzin prac społecznych i po 250 zł odszkodowania dla każdego z pokrzywdzonych!

W obronie pani Anny zeznawali sąsiedzi, którzy znają jako skromną, uczciwą i niekonfliktową kobietę. Nigdy nie widzieli jej agresywnej, nigdy też nie weszła w konflikt z prawem. Ale to nie miało znaczenia dla sędziego. Przed sądem liczyły się tylko słowa szanowanych policjantów przeciwko słowom ludzi z patologicznej dzielnicy…

„Nie jestem osobą, która kiedykolwiek miała zatargi z prawem. Nigdy nie byłam karana, a teraz muszę żyć z piętnem przestępcy, pomimo że to ja zostałam potraktowana w karygodny sposób przez policję. A oni są bezkarni i śmieją mi się w twarz.”

Obaj policjanci Adam J. oraz Piotr P. usłyszeli co prawda zarzut przekroczenia uprawnień, jednak ostatecznie zostali uniewinnieni.

Pani Anna wyrokiem jest załamana i zapowiada, że będzie się odwoływać. Wierzymy, że sprawiedliwość stanie po stronie prawdy.

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nas na Facebooku!