W Bolesławcu na ul. Kiliańskiego doszło do okrutnego mordu. 30-letni Sebastian R. miał zaatakować 3,5-letniego syna Filipa R. i 32-letnią partnerkę Wiolettę Sz. Jej zwłoki znaleziono na klatce schodowej. Ciało dziecka znajdowało się przed blokiem. W domu dochodziło wcześniej do awantur, a podejrzany był dziesięć lat temu karany za znęcanie się nad osobą najbliższą. Wyrok ten – z uwagi na czas – uległ zatarciu.

Policjanci otrzymali zgłoszenie po godzinie 4:00. Zawiadomił ich sąsiad pary, który usłyszał krzyki Wioletty Sz. Kiedy funkcjonariusze przybyli na miejsce, znaleźli na klatce jej zakrwawione zwłoki. Przed blokiem leżało natomiast ciało jej synka 3,5-letniego Filipka. Chłopca wyrzucono przez okno z drugiego piętra. O ten straszliwy czyn podejrzany jest Sebastian R. 

30-latek został zatrzymany na miejscu zbrodni. Stawiał jednak opór, co potwierdziła asp. szt. Anna Kublik-Rościszewska z KPP Bolesławiec. – Policjanci w chwili próby zatrzymania mężczyzny, zostali przez niego zaatakowani, dlatego też została użyta broń służbowa – powiedziała Fakt24 oficer prasowa.

Prokurator Tomasz Czułowski z prokuratury okręgowej w Jeleniej Góry dodał, że Sebastian R. został postrzelony w okolice brzucha, gdy próbował zaatakować jednego z funkcjonariuszy. W rozmowie z Fakt24 prokurator opisał również przebieg zdarzeń w bloku w Bolesławcu.

Sprawca zaatakował partnerkę i syna podczas awantury domowej. Tak bywało już wcześniej. Sąsiedzi słyszeli często kłótnie – i co gorsze – wyżywanie się na chłopczyku, katowanie go. – Byłam świadkiem, jak matka i ojciec lżyli malutkiego Filipka na ulicy – wspomina sąsiadka rodziny. Kolejna awantura skończyła się tragedią. Jeszcze w mieszkaniu rzucił się na bliskich z nożem i zadawał ciosy. – Kobiecie udało się zbiec na klatkę, ale w dalszym ciągu była atakowana – relacjonował prokurator Czułowski.

Sprawca dał jej spokój dopiero, gdy na korytarz wyszedł sąsiad. Wówczas podejrzany wszedł do mieszkania. Tam też doszło do zatrzymania Sebastiana R. Z powodu rany postrzałowej mężczyznę przetransportowano do szpitala. Lekarz, z którym rozmawiało TVN24 powiedział, że po przewiezieniu do szpitala był bardzo pobudzony, rzucał się, trzeba było go przytrzymywać. – Nie było go można zrozumieć. Mówił coś o misji od Boga – mówił w materiale „Faktów” TVN lekarz. Prawdopodobnie sprawca znajdował się pod wpływem środków psychoaktywnych. Informacje te są weryfikowane przez prokuraturę. Na razie stan zdrowia 30-latka nie pozwolił na jego przesłuchanie.

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nas na Facebooku!