Poród i narodziny córki odcisnęły bolesne piętno na psychice Lucyny Malec (52 l.). Aktorka do tej pory nie może powstrzymać łez, opowiadając o zdarzeniach z porodówki, które miały miejsce dwadzieścia lat temu. „Kiedy spałam moja córka umierała…” – wyznaje w szczerej rozmowie gwiazda serialu „Na Wspólnej”.

Wszyscy fani serialu „Na Wspólnej” Lucynę Malec kojarzą z roli Danusi Zimińskiej. Niewiele jednak osób wie, jak wygląda prawdziwe życie aktorki. Lucyna Malec od dwudziestu lat jest matką wychowującą niepełnosprawne dziecko. Początkowo w tym zadaniu wspierał ją mąż, niestety w zderzeniu z trudami codzienności ich małżeństwo nie przetrwało. Aktora została sama z niepełnosprawną Zosią. Dopiero po dwudziestu latach od jej narodzin, zdecydowała się na szczery wywiad, w którym opowiedziała o traumie z przeszłości.

Lucyna Malec o dramatycznym porodzie

Aktorka zaszła w ciążę w wieku 32 lat. Cały okres ciąży przebiegał spokojnie i nic nie zapowiadało dramatu, który wydarzył się w czasie krótkiego i ciężkiego porodu. Lucyna Malec opisała go ze szczegółami w ostatnim wywiadzie dla „Vivy”.

– Nie mogłam Zosi urodzić, użyto vacuum i włożono moje dziecko do inkubatora, a ja zasnęłam, bo byłam bardzo zmęczona. Kiedy spałam, córka umierała, ale nie umarła. Wszystko się wydarzyło w trakcie porodu i zaraz po. Choć to było 20 lat temu, nadal tkwię w tej sali porodowej – wyznała w „Vivie” aktorka.

Córka aktorki tuż po narodzinach doznała wylewu krwi do mózgu, dostała drgawek i przestała oddychać. Przez te zdarzenia stała się osobą niepełnosprawną. „Nie mówi, nie chodzi samodzielnie, nie potrafi się sobą zająć” – opisuje Zosię mama. Jedyny sposób w jaki dziewczyna komunikuje się z otoczeniem to pisanie na klawiaturze, którego nauczyła się w szkole dla niepełnosprawnych dzieci. 20-latka wciąż jest rehabilitowana.

Lucyna Malec całe swoje życie poświęciła córce. Wciąż wierzy w to, że stan Zosi się poprawi. Praca na scenie i przed kamerą jest dla niej przyjemną odskocznią od trudów codzienności. Aktorka, jak każdy rodzic niepełnosprawnego dziecka, ma w sobie obawę o przyszłość pociechy.

– Przywykłam, ale ciągle się boję, a nawet coraz bardziej, że gdy odejdę z tego świata, co stanie się z moim dzieckiem. Ja muszę być nieśmiertelna – stwierdziła w wywiadzie.

Na koniec rozmowy z dziennikarką „Vivy” Lucyna Malec dodała, że zdecydowała się na tak szczery wywiad ze względu na tegoroczne sejmowe protesty rodziców niepełnosprawnych dzieci.

– Poczułam jednak solidarność z protestującymi rodzicami dzieci niepełnosprawnych, nie chciałam się w ten spór włączać, ale pragnęłam pokazać, że stoję po ich stronie, że jestem z nimi – czytamy.

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nas na Facebooku!