Wymarzone wakacje w Afryce zmieniły się w koszmar na jawie. Pani Danuta wyjechała z partnerem, Andrzejem do Kenii 29 grudnia na dwutygodniowy pobyt. By mieć pewność, że będą bezpieczni, wykupili wczasy w biurze podróży TUI Poland. Wszystko zaczęło się psuć na początku stycznia, gdy stan 50-latki zaczął się pogarszać. Trafiła do szpitala, gdzie, jak mówi jej córka, zaczął się prawdziwy horror.

Kenijskie wakacje Danuty i Andrzeja skończyły się po kilku dniach od wylotu. Stan psychiczny kobiety zaczął się pogarszać z dnia na dzień. W końcu, 8 stycznia trafiła do szpitala ogólnego Diani Beach Hospital. Nie wiadomo, czy w międzyczasie stało się coś, co mogło wpłynąć na jej kondycję psychiczną. Jak mówi córka 50-latki, w szpitalu działy się trudne do opisania rzeczy. Danutę lekarze mieli faszerować tabletkami i szprycować zastrzykami mimo jej odmowy. Twierdzili, że w jej krwi wykryto narkotyki. Tymczasem Danuta nigdy nic nie brała.

Bliscy Danuty zwrócili się o pomoc do TUI i Ambasady RP w Nairobi. Twierdzą, że biuro podróży zupełnie nie umie im pomóc. Z kolei konsul stara się jak może, ale to wciąż za mało. Kobieta przebywała w szpitalu do 12 stycznia. Badał ją tylko lekarz ogólny, a nie specjalista. W wypisie stwierdzono u pacjentki choroby psychiczne: psychozę, nerwicę oraz objawy choroby dwubiegunowej. Nie stwierdzono za to narkotyków, alkoholu czy innych substancji psychoaktywnych. Była leczona olanzapiną, haloperidolem i benzhexolem. Dwa pierwsze to leki przeciwpsychotyczne i uspokajające. Trzeci łagodzi napięcia mięśniowe.

W związku z tym, że w organizmie 50-latki nie wykryto narkotyków, rodzina zwróciła się o pomoc do dwóch ubezpieczycieli, u których Danuta wykupiła polisę: Allianz (wykupiona za pośrednictwem TUI) i ERV. Obie firmy miały odmówić udzielenia pomocy ze względu na regulamin, który wyklucza pokrycie kosztów leczenia w przypadku choroby psychicznej. Warto jednak zaznaczyć, że diagnozy nie postawił specjalista, a przed wylotem z kraju kobieta nie leczyła się psychicznie ani nie miała żadnych niepokojących objawów. 

Teraz Danuta jest uwięziona w Kenii. Po wypisie pojechała z Andrzejem do hotelu spakować walizki, ale okazało się, że nie może lecieć do Polski.Wszystko przez adnotację lekarza odradzającą podróż bez asysty medycznej. Partner kobiety podjął decyzję, że zostanie z nią na miejscu i w porozumieniu z ambasadą udało się zorganizować pobyt w szpitalu. Przyjechała karetka, która miała ich zawieźć do specjalistycznego ośrodka. Jednak, w tym i w każdym następnym odmawiano przyjęcia pod pretekstem braku miejsc. W końcu w jednej z placówek zażądano depozytu w wysokości 2000 dolarów. Kiedy okazało się, że Polacy nie mają gotówki, również odesłano ich z kwitkiem.

Karetka z chorą w środku nocy jeździła tak od szpitala do szpitala, aż w końcu przyjęto ją w Aga Khan Hospital w Mombasie. Według ostatnich informacji, trafiła już do specjalistycznego ośrodka w Nairobi, w którym zwolniło się miejsce i jest pod opieką specjalistów. Jak mówi córka kobiety, ambasada zasugerowała wyczarterowanie samolotu medycznego, ale rodziny na to nie stać (to koszt min. 55 tys. euro, czyli 230 tys. zł). Kontaktowaliśmy się z panią Karoliną, która w tej chwili jest już w Kenii i będzie się starała wszelkimi sposobami pomóc mamie. Obawia się, że kobieta może mieć zapalenie mózgu. Trzeba więc działać jak najszybciej. W środę po południu przekazała nam również, że na wylot pani Danuty musi zgodzić się lekarz-psychiatra. – Na razie takiej zgody nie ma – mówi córka w rozmowie z Faktem. I dodaje, że razem z partnerem mamy cały czas są w kontakcie z polską ambasadą, która bardzo im pomaga.

Możesz pomóc pani Danucie dorzucając się do założonej przez jej córkę zbiórki pieniędzy: https://zrzutka.pl/4ntcx7

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nas na Facebooku!