Chciał zarobić na dom dla córeczki. „On pojechał do Holandii. Po śmierć”

To miał być ostatni wyjazd Mateusza M. (21 l.) do pracy za granicą. Chciał zarobić trochę grosza, żeby wyremontować dom dla swojej córeczki Gabrysi (7 mies.) i narzeczonej Agaty. Niestety, okrutny los zniszczył te plany. Mateusz z trzema kolegami, zginął w tragicznym wypadku w Holandii. Ich auto wypadło z drogi i wpadło do kanału. Wszyscy utonęli.

Maleńka wieś Janki (woj. lubelskie), położona tuż przy granicy z Ukrainą, jest pogrążona w żałobie. To właśnie stąd pochodził Mateusz. – To był porządny chłopak. Bardzo pracowity. Nieraz pomagał mi w polu. Pracy u nas mało, więc trzeba wyjeżdżać. On pojechał do Holandii. Po śmierć… – mówi jeden z sąsiadów 21-latka.

Mateusz i jego dwaj koledzy pracowali na plantacji tulipanów. Po godzinie 18 w piątek 8 lutego wracali zmęczeni do domu, który wynajmowali kilka kilometrów od plantacji. Pojechali inną trasą niż zwykle, bo chcieli podwieźć kolegę do znajomego. Razem z nimi była jeszcze, Ewa K. (47 l.).

Tragedia rozegrała się w okolicach miejscowości Obdam. Audi kierowane przez Mateusza wpadło w poślizg, zjechało z drogi i utonęło w pobliskim kanale. Uwięziona w aucie czwórka Polaków rozpaczliwie walczyła o życie. Niestety, bezskutecznie.

Narzeczona Mateusza została sama z maleńką Gabrysią. Dziewczynka kilka dni temu skończyła 7. miesiąc życia. Tata składał jej gorące życzenia przez internet. Dzień później tragicznie zginął. Znajomi zorganizowali zbiórkę pieniędzy dla sieroty i jej mamy, które zostały bez środków do życia.

Jeśli chcesz wspomóc tę rodzinę, możesz to zrobić na stronie pomagam.pl – wyszukaj hasło: wsparcie dla Gabrysi.