Ponad 300 osób przeszukiwało lasy, łąki i okolice stawu w Borzęcinie pod Brzeskiem (woj. małopolskie) z nadzieją, że uda się trafić na jakikolwiek ślad zaginionej Grażyny Kuliszewskiej. 34-latka zniknęła bez śladu miesiąc temu. Z bliskimi kobiety współpracowało kilku jasnowidzów. Twierdzą oni, że Grażyna nie żyje, a jej ciała należy szukać w pobliżu domu.

Uczestnicy poszukiwań Grażyny Kuliszewskiej podzielili się na sześcioosobowe grupy, a każda z nich zabrała ze sobą nadajnik GPS. W akcji brał udział także pies tropiący. Panujące w Borzęcinie warunki w sobotę, 2 lutego nie należały do najłatwiejszych. Ochotnicy musieli uważać na podmokły grunt, nierówności i otwarte studzienki melioracyjne. Akcja została przeprowadzona pod nadzorem Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie we współpracy z policjantami z Brzeska, Urzędem Gminy w Borzęcinie, a także licznymi jednostkami OSP. Choć wolontariusze robili wszystko, co w ich mocy, Grażyny Kuliszewskiej nie udało się odnaleźć.

34-letnia Grażyna Kuliszewska zaginęła w nocy z czwartku na w piątek, 4 stycznia. Tego dnia miała lecieć z Krakowa do Londynu, jednak na lotnisko nigdy nie dotarła. W Londynie pracowała i mieszkała razem z mężem i 5-letnim synem. Do rodzinnego Borzęcina wracała bardzo często, ponieważ miała tam dom.

Jak dowiedział się Fakt24, to już kolejna tragedia, jaką przeżyła rodzina pani Grażyny. Niedawno zmarła jej ukochana mama. Przyjaciel pani Grażyny wyznaczył 100 tys. zł nagrody za informacje, które pomogą w jej odnalezieniu. Niedawno w sprawę poszukiwań Grażyny Kuliszewskiej na prośbę męża zaginionej zaangażował się detektyw Bartosz Weremczuk. „Nasi detektywi od ponad tygodnia pracują nad wyjaśnieniem zagadkowego zaginięcia. Czynności prowadzone są również poza granicami kraju” – poinformował detektyw na Twitterze.

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nas na Facebooku!