Amerykańska anestezjolog podejrzewana jest o świadome i celowe podanie umierającemu 8-latkowi zbyt dużej dawki leków, które spowodowały jego śmierć.

W 2013 roku 4-latek uległ poważnemu wypadkowi. Podczas nieobecności rodziców, jego mama była na zakupach, a ojciec kosił trawnik, wpadł do pralki wypełnionej wodą i ubraniami. Chłopca odratowano, jednak od czterech lat był sztucznie podtrzymywany przy życiu, a lekarze nie dawali mu szans na powrót do zdrowia. Choć po wypadku przywrócono krążenie, to chłopiec był w stanie śmierci mózgowej.

W związku z tym, po 4 latach, w trakcie których nie zauważono poprawy stanu dziecka, podjęto decyzję o odłączeniu od aparatury i przekazaniu organów zmarłego na przeszczepy dla innych pacjentów.

„Troskliwa opieka”

Jak informuje WP, jedną z osób, które otoczyły opieką umierającego wtedy chłopca była dr. Judith Brill, która dzisiaj jest podejrzewana o podanie mu śmiertelnej dawki środków przeciwbólowych, a dokładnie fentanylu. Taką tezę postawił koroner Denise Bertone, który przeprowadził sekcję zwłok 8-latka i powiadomił policję o możliwości popełnienia przestępstwa przez lekarkę. Anestezjolożka miała to zrobić w celu przyspieszenia zgonu dziecka, którego stan zaczął się znacznie pogarszać, co mogło skutkować zniszczeniem organów i uniemożliwiłoby wykonanie przeszczepów.

Maszyna podtrzymująca funkcje życiowe chłopca została odłączona o 10:40. 19 minut później lekarz orzekł zgon. To, co działo się w ciągu tych kilkunastu minut również budzi wątpliwości koronera. Po wnikliwej analizie wykresów medycznych chłopca okazało się, że 8-latek „łapał powietrze”. W tym czasie podano mu silny środek przeciwbólowy o nazwie fentanyl.

Śledztwo wykazało jednak, że w karcie pacjenta nie widnieje zapis o podaniu leków przeciwbólowych, ani ich dawce. Sprawa jest badana przez policję i zapewne w niedalekim czasie trafi do sądu.

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nasz fanpage na Facebooku!

Zostaw swój komentarz