Temat śmierci przeraża wiele osób. Ten nieunikniony proces w życiu człowieka uważany jest za temat, którego powinno się unikać w rozmowach. Jednak kilkunastu użytkowników, którzy ledwo uniknęli śmierci, postanowili podzielić się swoimi doznaniami na temat „ostatnich chwil”.

Poznajcie historię Lucii, Christophera oraz Austina.

#1 Lucia spadła z konia. Chwilę później poczuła, jakby unosiła się nad swoim ciałem

W 2014 roku spadłam z konia. Ten wypadek sprawił, że byłam bliska śmierci. Nigdy nie zapomnę tych kilku minut zanim otrzymałam zastrzyk z morfiny. Leżałam na kamieniach, twarzą do góry. Widziałam piękne niebo oraz drzewa. Moje serce zatrzymało się trzykrotnie, a ja byłam tego świadoma. Za każdym razem czułam, jakbym unosiła się nad swoim ciałem, odłączała się od niego i kierowała w stronę światła. W pierwszej chwili pomyślałam, że „to” się dzieje i nie mam już się czego obawiać. Jeśli tylko ludzie byliby świadomi jakie „to” uczucie, to zdecydowanie mniej baliby się śmierci. Później pomyślałam, że umieram, ponieważ robiłam coś, co kochałam i kończę moje życie niczym bohater. W tej samej chwili wyobraziłam sobie moją trzyletnią córeczkę, która właśnie wróciła z przedszkola i mnie szuka. Ogarnął mnie wielki smutek. Powiedziałam sobie, że jeśli przeżyję, nigdy więcej nie będę czekała, żeby coś samo się wydarzyło. Będę cieszyła się każdym dniem, zaczynając od tego dnia, w którym obudzę się w szpitalu. Od czasu wypadku minęły trzy lata, a ja wciąż pracuję nad odzyskaniem sprawności ruchowej. Rehabilitacja nie jest prosta, jednak ciągle mam w głowie moje ostatnie minuty przed śmiercią. Mimo wszystko były to niesamowite chwile.

#2 Christopher czuł ogromny spokój

Raz doświadczyłem śmierci i byłem prawie pewny, że za jakieś 20-30 sekund moje życie się zakończy. Myślałem, że zaraz umrę. Dobrze pamiętam, co wtedy czułem – spokój. Ludzie boją się śmierci, ale jeśli choć raz dowiedz się, co Cię czeka i wiesz, że nie możesz już nic więcej zrobić, odnajdujesz spokój. Tak naprawdę była jedna z najspokojniejszych i najbardziej beztroskich chwil w całym moim życiu. To był bardzo refleksyjny moment. Słyszałem wszystkie te stereotypy na temat tego, jak „całe życie przelatuje Ci przed oczami” i właśnie tak to wyglądało. Widziałem wszystkie ważne chwile z mojego życia, to, jaką osobą byłem i to, co mogłem zrobić lepiej. Może to dziwnie zabrzmi, ale nawet trochę chciałem się śmiać z tego, jak nieszczęśliwy jestem. Jednak to doświadczenie pomogło mi odnaleźć wiarę. Przez większość czasu byłem ateistą i do końca nie wiedziałem, jak ma wyglądać koniec mojego życia, nie zastanawiałem się nad tym i nie myślałem o życiu po śmierci. Podczas umierania czułem, jakbym przechodził z jednej części mojego życia do następnej. Nie byłem przestraszony, bo nie uważałem, że jest to jakaś wielka rzecz. Wiem, że to dalej brzmi dziwnie, ale mogę jedynie powiedzieć, że gdy nadszedł ten moment byłem na niego przygotowany. Wydaje mi się, że moje ciało i umysł również czekały na zgon.

#3 Austin miał wypadek, teraz jest świadomy tego, jak wygląda śmierć

To był mój czas, aby odejść. Okropny wypadek na polnej drodze w Meksyku. Miałem wtedy 24 lata, to wszystko stało się w 1974 roku. Droga była remontowana więc musiałem pojechać inną. Ścigałem się z dwoma kierowcami, a gdy ich minąłem, byłam sam na sam z wiatrem wiejącym prosto w moim kierunku. I wtedy to się stało. Przednia opona pękła i straciłem panowanie nad kierownicą. Przy prędkości 70 km/h, bez kasku, przewróciłem się na kamienistej drodze i spadłem na ziemię. Pomyślałem wtedy „A więc to jest to”. Gdy kompletnie straciłem czucie w kończynach, wykrwawiałem się i słyszałem dzwonienie w uszach, wiedziałem że umieram, lecz jeszcze żyję. Wiele razy udało mi się przechytrzyć śmierć, jednak tym razem to było coś innego. Ciepło i spokój przeszywało moje ciało. Leżałem na plecach i upijałem się myślą o moim życiu pełnym przygód. Wszystkie marzenie, żale i oczekiwania rozpłynęły się. Byłem w jakimś innym miejscu, gdzie panowała cisza i spokój, żadne inne myśli nie mogły tutaj wejść. Czułem, że jest to nieuniknione i nikt już mnie nie znajdzie. Pamiętam, że sięgnąłem ręką i wtedy uświadomiłem sobie, że jedna kończyna nie jest zdrętwiała. Dotknąłem drugiej ręki i powstrzymałem krwawienie. W tym samym momencie coś wyrwało mnie z tego spokojnego miejsca. Mogłem oddychać normalnie. „Ubezpieczenie?” to była myśl, która utwierdziła mnie w tym, że śmierć jeszcze po mnie nie przyszła. Minęło kilkanaście godzin, gdy lekarz powiedział, że nie mam żadnych uszkodzeń wewnętrznych. Wiedziałem jednak, że się myli. Od tego dnia traktuje każdy nowy dzień jako gratisowy czas na Ziemi. Wiem też, że wraz ze śmiercią nadchodzi spokój.

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nas na Facebooku!