W piątek wieczorem łódzcy policjanci otrzymali niepokojące zgłoszenie. Przechodzień zauważył w okolicy ulicy Lokatorskiej dwójkę dzieci w wieku 2 i 4 lat. Były niekompletne ubrane, nie było z nikogo z dorosłych.

Do zdarzenia doszło w piątek ok. godz. 19:00. Interwencję podjął patrol z VII Komisariatu w Łodzi. W okolicach ulicy Lokatorskiej policjanci znaleźli dwóch chłopców w wieku 2 i 4 lat. Jak informuje policja, maluchy były brudne, niekompletnie ubrane, jeden z nich maszerował bez butów w samych skarpetkach. Nie miał tez spodni.

Funkcjonariusze zaopiekowali się chłopcami – okryli ich służbowymi polarami i umieścili w radiowozie do czasu przyjazdu pogotowia. Ustalili, że zamieszkują w pobliżu. We wskazanym lokalu niestety nikogo nie było. Wszędzie był za to bałagan i brud. Czuć było fetor. Jak informuje policja, z kontaktów powyrywane były gniazdka z wystającymi przewodami elektrycznymi. Wewnątrz był tylko pies, którego animal patrol SM przewiózł do schroniska.

Matki nie było w domu

Niedaleko domu policjanci namierzyli dziadka chłopców. Mężczyzna na widok mundurowych próbował odejść. 62-latek nie potrafił wytłumaczyć dlaczego dzieci same błąkały się po ulicy i gdzie jest ich matka. Kobieta nie odbierała telefonu. Maluchy trafiły do szpitala, gdzie zostały na obserwacji.

Ich matka dopiero następnego dnia zgłosiła się na komisariat. 22-latka tłumaczyła, że była u znajomego. Usłyszała zarzut narażenia chłopców na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia za co grozi jej kara do 5 lat pozbawienia wolności. O losie chłopców zadecyduje sąd.

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nasz fanpage na Facebooku!

Zostaw swój komentarz