Pani Agnieszka i jej 19-letni syn nie zapomną sobotniego poranka. Nastolatek nieświadomie podejmując jedną, małą decyzję, otrzymał szansę od losu. Gdyby zgodził się na przejażdżkę po Warszawie ze swoim 22-letnim kolegą Dawidem, dzisiaj to jego ciało musiałabym zidentyfikować Pani Agnieszka. Anioł stróż jednak nad nim czuwał.

Przerażającą historię zechciała nam opowiedzieć Pani Agnieszka, mama 19-letniego kolegi Dawida. – Syn wszedł rano do mojej sypialni blady jak ściana i mówi: „Mami, uniknąłem dziś śmierci”. Straszne są takie słowa słyszane z ust własnego dziecka. Ciężko nam dojść do siebie – wyznała nasza rozmówczyni. – Syn jest bardzo mocno przejęty. Bardzo przeżywa fakt, że realnym było to, że mógł być pasażerem tego auta – wyjaśniła.

Pani Agnieszka przyznała, że oglądając nagrania z wypadku, które pojawiły się w internecie, „oczyma wyobraźni widziała swojego syna, który leży na ulicy z chłopakami”. „Nie byłoby teraz, nie byłoby jutro i Ciebie, mamo” – usłyszała mama 19-latka od swojego dziecka. Jak przyznała, świadomość, że gdyby nie jedna, mała decyzja, straciłaby syna, jest przerażająca.

Przed tragicznym wypadkiem Dawid zadzwonił do swojego kolegi z „propozycją jazdy na miasto”. – To była 2:38. Syn nie znał kolegów Dawida i był zmęczony, dlatego odmówił. To jak szansa od losu – podkreśliła nasza rozmówczyni.

Jak udało się nam ustalić, przed tragicznym wypadkiem Dawid miał w planach jeżdżenie po Warszawie. Usłyszeliśmy też, że 22-latek lubił „ostrą i szybką jazdę”, „miał ciężką nogę”. Anonimowa osoba, która znała 22-latka, powiedziała nam, że auto miał kupić dość dawno, lecz długo stało w warsztacie i w zeszłym tygodniu je odebrał. Samochód miał być też tunigowany, by mieć lepsze osiągi. Auto miało 300 KM i prędkość 200 km/h osiągał w błyskawicznym tempie. To Dawid miał również siedzieć za kierownicą audi podczas wypadku. Młody mężczyzna miał umrzeć na SOR-ze szpitala MSW.

Przypomnijmy, że do wypadku doszło około godziny 3:30 w sobotę (30 marca) u zbiegu al. Wilanowskiej i ul. Puławskiej. Samochód, w którym jechali trzej młodzi mężczyźni, z nieznanych przyczyn zjechał z drogi i uderzył w przydrożny słup. Siła uderzenia była ogromna. Auto rozpadło się na części. Ciała były porozrzucane w promieniu kilkudziesięciu metrów od miejsca zdarzenia. Widok był makabryczny.

– Na miejscu wypadku leżał człowiek bez kończyny, miał urwaną nogę. Założyliśmy mu kołnierz, obwiązaliśmy kikuta. Mężczyzna miał ranę podudzia, rozciętą główną tętnicę, wystawała mu kość. Tracił dużo krwi – usłyszeliśmy od ratownika. – Był reanimowany do przyjazdu karetki. Potem trafił na SOR Szpitala MSW. Niestety, nie udało się go uratować. To byli bardzo młodzi ludzie, nie mieli więcej niż 25 lat – podkreślił ratownik. Ofiary to mieszkańcy powiatu piaseczyńskiego.

Prokuratura zajęła się ustaleniem przyczyn i okoliczności tragicznego wypadku.

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nas na Facebooku!